Autor: ks. Marcin Orawski

 

Tekst: Jan 8, 31-32

(…) Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie. I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.

W Europie w sferze religijnej można wskazać dwie grupy nieszczęśliwych ludzi – twierdzi prof. Chantal M. Delsol, zajmująca się filozofią polityczną. Pierwszą grupę tworzą ludzie, którzy z rozmysłem rezygnują z religijności, do drugiej zaś należą ci, którym w życiu pozostała tylko religia.

Człowiek, któremu pozostała tylko religia – twierdzi filozof – żyje w poczuciu głębokiego nieszczęścia. Uważa często, że to, co na ziemi przynosi radość i zadowolenie zostało zarezerwowane dla innych. Jemu zaś, co najwyżej, została nadzieja na szczęście, ale dopiero w przyszłości w Bożym Królestwie. Ci natomiast, którzy rezygnują z religii czerpią swą satysfakcję jedynie z ziemskich planów, sukcesów zawodowych, zdrowia, rodziny. Prędzej czy później jednak, wszystkie te elementy zaczynają przemijać, a wraz z tym pojawia się lęk i poczucie osamotnienia. Na przykład wtedy, gdy przychodzi stanąć przed faktem śmierci, przemijania – swoim lub bliskich – o czym dotychczas udawało się nie myśleć. Ta wyrazista teza, mocno polaryzująca postawy duchowe Europejczyków, nie wyczerpuje oczywiście opisu zjawisk i doświadczeń, które są naszym udziałem. Pojawiła się na przykład postulat opisany przez francuskiego filozofa André Comte-Sponville’a: „Wszyscy, zarówno wierzący jak i niewierzący, mamy prawo do przeżyć duchowych. Ateiści też mają prawo do życia duchowego”.

Chciałbym na wspomniane zjawiska i toczącą się dyskusję popatrzeć bez zaciętości czy wrogości. Warto spróbować dostrzec dostrzec w nich próbę poszukiwania prawdy, która jak wierzymy istnieje, a my odnajdujemy ją w Bogu objawionym w Jezusie Chrystusie. W Zbawicielu poznajemy prawdę, a w prawdzie wolność. „I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.”

„Prawda istnieje” – takie twierdzenie bardzo często słychać dziś z ust współczesnych autorów, piszących także z perspektyw agnostycznej czy ateistycznej. Niektórzy autorzy próbują w ten sposób wykazać, że ateizm niesłusznie kojarzy się z nihilizmem. Wspomniany Comte-Sponville, jako ateista właśnie, pisze z przekonaniem, że wręcz „musimy walczyć z nihilizmem głoszącym, że prawda nie istnieje i wszystko jest względne. Jeśli bowiem prawda nie istnieje, to jaka jest różnica między wiedzą a zabobonem?” – pyta francuski filozof.

Może to ryzykowne stwierdzenie, ale chyba można powiedzieć, że chrześcijanin głęboko wierzący w Boga, mógłby bez większych problemów zgodzić się ze zdaniem filozofa. Można to ująć w sposób jeszcze bardziej ryzykowny, mianowicie, że otwartemu, wierzącemu chrześcijaninowi bliżej jest do otwartego poszukującego prawdy agnostyka, niż do fundamentalnego i fanatyzującego chrześcijanina.

Strzeżmy się nihilizmu, twierdzącego, że wszystko jest względne i fanatyzmu, twierdzącego, że ktoś jako jedyny, poznał pełną prawdę i tylko prawdę. Sądzę, że ten pogląd może być wspólny dla wielu chrześcijan i ateistów.

Od tego momentu jednak drogi ludzi wierzących i niewierzących się rozchodzą. I niestety trzeba przyznać, że rozejściu towarzyszą często wrogość i agresja. Wierzący mają skłonność posądzać ateistów czy agnostyków o nihilizm i względność moralną, z kolei ateiści posądzają wierzących o zabobon. Nie moją rolą jest analizowanie tych zjawisk, chciałbym jednak odnieść się do wspomnianej tezy, że potrzeba życia duchowego jest u każdego człowieka bardzo silna i jeśli nie zostanie zaspokojona to, niezależnie czy ktoś jest formalnie chrześcijaninem czy agnostykiem, szybko może wpaść albo w pułapkę nihilizmu albo fundamentalizmu.

Każdy potrzebuje rozwijać swoją duchowość. Każdy ma potrzebę wykroczenia poza spanie, jedzenie, pracę. Każdy potrzebuje odnaleźć sens. Poszukujący agnostycy całkiem poważnie zwracają się ku mistycyzmowi, często buddyjskiemu. Buddyzm może zaproponować rozwój samoświadomości czyli duchowość nie wykraczającą poza ten świat, bez wiary w osobowego Boga.

Wielu ludziom to jednak nie wystarcza. Poszukują bowiem duchowości, która sięga poza doczesną rzeczywistość. Dla nich odpowiedzią może być chrześcijaństwo, także – a może szczególnie w ujęciu ewangelickim – które nie opiera się na dowodzie ani intelektualnej spekulacji tylko na objawieniu i osobistej relacji człowieka z Bogiem. W tej relacji odnajdujemy sens naszego życia i doświadczenia, które spełniają najgłębsze duchowe potrzeby.

Z rozmysłem podkreślam stwierdzenie, że chrześcijaństwo „może być” odpowiedzią, bo Kościół (nawet pojmowany jedynie instytucjonalnie) dla wielu osób, wcale nie jest tak oczywistym wyborem, jak było do niedawna. Okazuje się, że nawet modlitwa nie jest przeżyciem, które znane jest tylko ludziom wierzącym. Także agnostycy, szukający duchowych przeżyć, posługują się pewnymi formami modlitewnymi, na przykład w medytacji.

Gdy się do tego doda popularność metod związanych z tak zwaną „potęgą podświadomości”, gdzie formy modlitewne zostają zachowane, gdyż mają za zadanie odpowiednio programować ludzką podświadomość, to trudno zatem nie zgadzać się dziś ze stwierdzeniem przytoczonym już wcześniej, że nie trzeba być religijnym, aby szukać duchowych przeżyć. Wszyscy mamy duszę i wszyscy podobnie przeżywamy i odczuwamy duchowe potrzeby. Jednak w realizacji tych potrzeb już się różnimy. Modlitwę kierujemy do osobowego Boga, a nie w do własnej świadomości. Choć nie opieramy się na dowodach, to ufamy, że objawienie zawarte w Biblii jest prawdziwe i realizuje się w naszym życiu.

Wierzę, że każdy ma prawo do własnej drogi i własnych poszukiwań. Wierzę, że Bóg każdego człowieka inaczej doświadcza i inaczej prowadzi. Wierzę, że Bóg sprawiedliwie i z miłością oceni życie każdego człowieka. Dlatego chcę być zawsze daleki od wydawania sądów o życiu i wyborach innych ludzi. Nikomu nie jesteśmy w stanie zajrzeć w serce. Nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć jak potoczy się nasze życie.

„Prawda istnieje” – to może być wspólna wiara dla wszystkich i wspólna ufność, że poszukujący prawdę odnajdą, bez odwoływania się do fanatyzmu czy fundamentalizmu albo nihilizmu. My w to wierzymy, bo swoim autorytetem zaświadczył o tym Jezus, mówiąc: „Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.” (Jan 8,32).

Fundamentalizm zawsze i pod każdą postacią bywa groźny. Niezależnie czy w wydaniu chrześcijańskim, islamskim, ateistycznym czy jakimkolwiek innym. Fundamentalizm zawsze też jest porażką. Bo gdy brakuje wiary i poczucia bezpieczeństwa, to wtedy rodzi się fanatyzm, karmiący się najlepiej lękiem i nienawiścią. W relacji, którą Bóg oferuje człowiekowi, nie ma miejsca na strach, nie ma więc miejsca i na fanatyzm. Jest przestrzeń na miłość, wolność, otwartość i przekonanie i być może jedyne możliwe świadectwo dzisiejszego kościoła, że prawda każdemu daje się odnaleźć, ale nikomu nie daje się narzucić.