Świecka codzienność

Autor: Jan Szczepański
Referat nadesłany na II Sympozjum Ewangelickie, Wisła Jawornik, 8-10 IX 1995; opublikowany w: II Sympozjum ewangelickie, Cieszyn 1995
 

Problem II Sympozjum Ewangelickiego został dobrany trafnie w sposób odpowiadający potrzebom ewangelików polskich w okresie transformacji ustroju państwa, rekonstrukcji gospodarki i przemian kultury. Wraz z całym społeczeństwem polskim ewangelicy stają wobec wielkich spraw przełomu stulecia, także przełomu tysiącleci. Lecz te wielkie daty przynoszą także zjawiska i procesy przeżywane tylko przez ewangelików lub tylko przez nich doświadczane jako ważne, domagające się rozpoznania, rozwiązania i przystosowania.

Wielkie procesów dziejowych występują w Polsce w postaci kształtowanej przez stan narodu, państwa, gospodarki i kultury, w wymiarze makro oraz swoistych formach działania instytucji, rodzin i jednostek. Ewangelicy jako obywatele państwa i jako członkowie narodu czują się zobowiązani do podejmowania obowiązków i uczestnictwa w realizacji zadań zbiorowych w sposób odpowiadający ich możliwościom i warunkom, jakie zostały stworzone dla ewangelików jako mniejszości religijnej. Sądzę, że II Sympozjum jest okazją by zastanowić się nad stanem społeczności ewangelików i rozważyć hasło aktywizacji. Co chcemy aktywizować, jak i dla jakiego celu czy celów?

Analizując stan naszej społeczności musimy wyróżnić kilka poziomów ujmowania rzeczywistości. Najpierw stan Kościołów Ewangelickich, gdyż podstawą wyróżnienia i istnienia społeczności ewangelickiej są nauki i doktryny religijne trzech Kościołów, ich organizacja, ich wpływ na wierzących, ich relacje do innych wyznań chrześcijańskich w Polsce, do władz państwowych – słowem Kościoły są instytucjonalną i ideową podstawą istnienia społeczności ewangelickiej i bez zdania sobie sprawy z ich zdolności do aktywizacji i intensyfikacji ich działalności religijnej, nie będziemy mogli określić wielu innych spraw.

Drugi poziom rzeczywistości naszej społeczności to społeczność świecka, to grupa z jej wszystkimi problemami i sprawami życiowymi, nie związanymi bezpośrednio z religią, wiarą i praktykami religijnymi. Jest to poziom spraw gospodarczych, socjalnych, zawodowych, kulturalnych, poziom współżycia w ramach społeczności wyznaniowej, współżycia w ramach państwa i narodu. Wyznanie religijne i funkcjonowanie Kościołów wywierają oczywiście wpływ na zjawiska i procesy zachodzące w tej sferze, ale zasadnicze problemy są rozstrzygane zgodnie z normami prawa, zasadami funkcjonowania gospodarki, życia politycznego itp. Analiza tego poziomu rzeczywistości jest konieczna dla ustalenia warunków i zasad aktywizacji życia społeczności we wszystkich rozmiarach.

Trzeci poziom analizy odnosi się do aktywności rodzin i jednostek poszczególnych osobowości, ich możliwości działania, ich zdolności, woli i wiedzy. Tu na tym poziomie zachodzą zjawiska bardzo ważne, określające motywację, jakość działania, wychowanie kolejnych pokoleń, udział w praktykach religijnych, pracę zawodową, a zatem rodzina i życie wewnętrzne jednostki decydują o możliwościach i rzeczywistym udziale w działaniach społeczności.

Analizy wszystkich trzech poziomów uzupełniają się i powinny dać spójny obraz całości. W takim razie chodzi nie tylko o wierny opis stanu badanej rzeczywistości, ale także o określenie zadań społecznych przez całość czy poszczególne instytucje, o możliwości aktywizacji i ulepszenia tych elementów społeczności, od których zależy ich skuteczniejsze działanie. Twierdzę, że Sympozjum gromadzi wystarczającą liczbę specjalistów ze wszystkich dziedzin życia naszej społeczności, by zarysować stan, stwierdzić braki i potrzeby, by doskonalić życie ewangelików. Jest to sprawa niezwykle doniosła, bowiem ewangelicy mogą liczyć tylko na własne siły i własne działania, własną wiedzę. Istnieją międzynarodowe organizacje Kościołów, niosące pomoc Kościołom znajdującym się w potrzebie. Trzeba tu zwrócić uwagę, że pomoc dająca znaczne środki może mieć fatalne skutki. Jeżeli bowiem pomoc wyręcza jakąś społeczność w działaniu, jeżeli „zwalnia” z obowiązków, jeżeli utrzymuje tych, którym pomaga w stanie bierności, to na dłuższą metę stwarza warunki upadku i rozkłada społeczności, którym pomaga. Pomoc rozsądna pomaga tym potrzebującym pomocy w mobilizowaniu sił i własnych umiejętności, daje nie pieniądze czy gotowe produkty, ale uczy pracy, zaradności i sztuki przewidywania. Trzeba więc sobie postawić pytanie: czego muszą się nauczyć zbory ewangelickie, ich grupy przywódcze i duchowieństwo, by dokonać aktywizacji całej społeczności ewangelickiej w Polsce? Dlaczego aktywność tak opadła, że ostro odczuwa się jej braki? I co właściwie mamy na myśli mówiąc o aktywności?

Sadzę, że przede wszystkim chodzi o aktywność religijną, o udział w praktykach zbiorowych, nabożeństwach i innych formach potwierdzania wiary. Odrębność religijna jest podstawą istnienia społeczności. Kościoły ewangelickie powstały przeciwstawiając się Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu, i kilka wieków relacji między Kościołami wytworzyło tradycję wzajemnych odniesień, a duch ekumeny i wizyty Jana Pawła II-go w kościołach ewangelickich wywołują ciągle niewielkie zmiany w samej treści doktryn religijnych. W Kościołach ewangelickich występują podobne zjawiska, jak we wszystkich Kościołach europejskich: narastająca obojętność wiernych, szukanie rozwiązań dla problemów moralnych, społecznych, rodzinnych, dla problemów poglądu na świat i innych, poza Kościołem, poza religią, w ideologiach społecznych, politycznych, w doktrynach filozoficznych, lub w radykalnych sektach. Powstają religijne ruchy młodzieżowe – ale poza Kościołami chrześcijańskimi. W mniejszej lub większej skali te zjawiska występują także w ewangelickiej społeczności w Polsce. Czy duchowieństwo ewangelickie, na które przede wszystkim spada ciężar rozprawy z tymi zjawiskami, jest przygotowane do takiej rozprawy? Czy może dać odpowiedź na te wszystkie nieuniknione pytania? Kościoły chrześcijańskie wielokrotnie w swoich dziejach stawały wobec podobnych wyzwań, jednakże koniec XX wieku przynosi zjawiska niesłychanie złożone i trudne. Kościoły mogą trwać siłą bezwładu, siłą przyzwyczajenia, więcej zwyczaju niż obyczaju, ale taki Kościół nie może być siłą kształtująca jednostki i społeczności. Kościoły ewangelickie nie mogą zmienić treści wyznania wiary, ale muszą dać interpretację odpowiadającą wymaganiom XXI wieku.

Nie jestem kompetentny aby zabierać głos w sprawach aktywizacji religijnej Kościołów, ale wiem, że dla aktywizacji naszych społeczności wyznaniowych jest ona sprawą podstawową, by te społeczności uczynić w pełni ewangelickimi.

Przechodząc do omówienia aktywizacji ewangelików w świeckiej sferze życia, chciałbym wskazać cztery zakresy spraw..

Pierwszy – to sprawy polityki czyli działalności partii walczących o władzę, sprawujących władzę, zwalczających inne partie i ich ideologie. Jaka jest rola tych ewangelików w tych działaniach, sporach, walkach? Dlaczego ewangelikom zależy na udziale w życiu politycznym państwa? Jesteśmy małą zbiorowością i nie znaczymy wiele jako wyborcy, ani jako grupa nacisku, ale z tego nie wynika, że jako społeczność nie mamy własnych potrzeb i interesów politycznych.

Społeczność ewangelicka jest zbyt mała by tworzyć własna partię polityczną, zdolną do przeprowadzenia w wyborach własnego czy własnych posłów, nie może także dać się zepchnąć do jakiejś grupy mniejszości narodowych, zwłaszcza niemieckiej, nie jest także wskazane łączenie się z partiami chadeckimi, ze względu na ich wojujący katolicyzm. Sprawa wymaga przemyślenia, przedyskutowania i przygotowania zarysu działań w przyszłych wyborach do parlamentu. Trzeba także rozważyć możliwość utworzenia własnej partii politycznej dla obrony praw i interesów. Jakiś rodzaj własnego „sejmiku”, działającego poza parlamentem, wpływającego na opinię publiczną, utrzymującego kontakty z władzami, występującego w obronie spraw ewangelickich. Nie sądzę, aby społeczność ewangelicka miała tworzyć własną doktrynę społeczną i ideologię polityczną, ale ewangelicy, jako obywatele państwa, powinni mieć pogląd na sprawy tego państwa, swoje obowiązki, swoje prawa i przywileje. Sądzę, że ewangelicy powinni zabierać głos w sprawie konstytucji, ustaw regulujących działalność Kościołów, także ustroju państwa, funkcjonowania parlamentu itp.

Podobnie – sądzę – trzeba rozważyć zagadnienia aktywizacji zbiorowej w sprawach gospodarczych. Jak napisał Max Weber „duch kapitalizmu” zrodził się z etyki protestanckiej, i protestanckie wyznania tworzyły „cnoty” gospodarcze: pracowitość, rzetelność, oszczędność, skromność. Wprawdzie współcześni socjologowie wskazują, że we współczesnych społeczeństwach protestanckich ten etos uległ daleko idącemu rozkładowi, ale pamięć o nim jest żywa i trzeba ją przypominać. Sądzę, że w powstającej gospodarce rynkowej w Polsce jakaś ewangelicka organizacja gospodarcza, dająca pomoc początkującym przedsiębiorcom, dająca kredyty, poradnictwo, itp. jest konieczna. Cel tej organizacji jest jasny: powinna ona być instytucją przekształcająca społeczność ewangelicką w społeczność zamożną, bogacącą się rzetelną pracą, odważnymi inicjatywami, rozsądnym gospodarowaniem, a także wysokim poziomem wykształcenia ewangelików. Nie będąc zbiorowością znacząca liczbowo, ewangelicy mogą byś zbiorowością znaczącą jakościowo – wykształceniem, zamożnością, stylem życia rozsądnym, trzeźwym i pracowitym. Zadaniem takiej organizacji ewangelickiej byłoby nie tylko wspieranie inicjatyw gospodarczych, ale także kształcenia ich dzieci i młodzieży oraz ingerowanie w sprawy socjalne społeczności: pomoc biednym w wyjściu z biedy, troska o zatrudnienie wszystkich członków społeczności, troska o mieszkanie, pomoc sierotom, starcom itp. Byłby to także jakiś centralny fundusz pomocy socjalnej. Idea budzi wiele wątpliwości, ale także wydaje się atrakcyjna. Nie jest to program charytatywny, ale program rozsądnej i rzeczowej aktywizacji gospodarczej. Taki program powinien sięgać w życie każdej rodziny ewangelickiej, niosąc pomoc mobilizującą, uczącą „samopomocy” i budzącą działalność jednostek i rodzin. W ustroju gospodarki powstającej w Polsce pod koniec XX wieku, pojedyncze rodziny i pojedyncze osoby bez społeczności nie wybiją się i nie osiągną wybitniejszych celów gospodarczych. Dlatego warunki osiągnięcia celów gospodarczych są wyraźne: wykształcenie w odpowiednich szkołach, praktyka w dobrze zorganizowanym przedsiębiorstwie czy gospodarstwie, wsparcie działań gospodarczych przez sprawnie działającą organizację, możność korzystania z pomocy dobrze działającego banku.

Realizacja takiego programu wymaga także solidarnego działania całej społeczności, w której antagonizmy i spory wewnętrzne zostaną ograniczone w możliwym zakresie. Nie przemienimy ludzi w aniołów, nie wyeliminujemy chciwości, zazdrości, zawiści, lenistwa i innych wad z życia członków naszej społeczności. Musimy więc nauczyć żyć z tymi zjawiskami, rozpoznawać je wcześnie, izolować je i dostosowywać własne działania do cech ludzi, z którymi współpracujemy. Przestrzegałbym przed programem nawracania ludzi, trud to daremny. Uczmy się działań włączających do swoich metod realistycznie rozpoznane cechy ludzi z nami współpracujących.

Kontynuując rozważania o aktywizacji, chcę przejść do uwag o aktywizacji kulturalnej. Tradycje kultury protestanckiej sięgają Reja i Kochanowskiego, rozwoju literatury religijnej w okresie Reformacji, szkolnictwa ewangelickiego, itd. Jeżeli społeczność ewangelicka utworzy jakąś centralna organizację gospodarczą i polityczną, to będzie ona mogła także wspierać twórczość literacką, plastyczną, teatralną, muzyczną, filmową. Chodzi nie tylko o popieranie twórczości poszczególnych artystów należących do społeczności, nie tylko o zorganizowanie własnych wydawnictw, drukarni, własnego czasopisma kulturalnego, ale o utrzymanie treści ewangelickiej, o uczynienie twórczości kulturowej czynnikiem podtrzymującym odrębność wartości ewangelickich w życiu narodu polskiego. Wśród ludności ewangelickiej, zwłaszcza w Cieszyńskiem, utrzymały się stosunkowo silne elementy kultury ludowej, w ubiorach, obyczajach, stylu stosunków między rodzinami itp. Elementy te trzeba utrwalać i wspierać, dbając równocześnie o rozwój nowych środków kultury, wynikających z komputeryzacji książek i bibliotek, muzeów, form oświaty pozaszkolnej itd. Mówienie o komputerach rodzinnych w r. 1985-tym wydaje się fantazjowaniem, ale moim zdaniem, jest to wizja koniecznego rozwoju cywilizacyjnego, która trzeba obmyśleć, rozwinąć, zaplanować i zrealizować w miarę możliwości. Komputery bowiem, dające dostęp do międzynarodowych sieci, realizują w pełni hasło niezależności, wolności stosunków międzynarodowych, dostęp do nowych treści światowego ruchu religijnego i świeckiego Kościołów i społeczeństw protestanckich. Nie mówię już o tym, że dają dostęp do wszystkiego, co dzieje się w nauce i kulturze światowej.

Realizując i obmyślając te wielkie plany, musimy pamiętać o kulturze dnia codziennego, o kulturze pracy, współżycia i realizowania moralnych wartości człowieczeństwa. Nie możemy zapomnieć, że podstawowym składnikiem społeczeństw, narodów, państw i małych społeczności jest indywidualny człowiek, i że indywidualność, wyróżniająca każdą osobę spośród miliardów ludności globu, decyduje o jej wkładzie w rozwój społeczeństw i ich kultur. Społeczności dysponujące instytucjami oświaty, nauki, estetyki stanowią uspołecznione tło rozwoju osobowości człowieka i jego umysłu, ale każdy rodzaj jego twórczości, wnoszącej do społeczeństwa innowacje, nowe idee, wynalazki itp., pochodzi z jego niepowtarzalnej indywidualności. Pedagogika XX w. była pod silnym wpływem teorii głoszących, że naczelną wartością ludzką jest społeczeństwo i jego dobro, a źródła zła upatrywały w egoizmie i złych popędach jednostek. Stąd hasło uspołecznienia człowieka było hasłem naczelnym pedagogiki. Nie tu miejsce na szersze przedstawienie tego problemu, więc je tylko sygnalizuję, podkreślając, że rozwój twórczości indywidualnej jest ważnym zadaniem ewangelickich instytucji wychowania. Zachowania i działania jednostek składają się na funkcjonowanie społeczeństw, grup i instytucji. Stąd wyprowadzam wniosek – o aktywizacji społeczności ewangelickiej zadecyduje praca i wola wszystkich ewangelików.

Aktywizacja kulturalna zwraca się bezpośrednio do twórców w dziedzinie sztuki, oświaty i nauki. Także do stanu i aspiracji rodzin ewangelickich, by w codziennej pracy, we współżyciu z bliźnimi, a przede wszystkim w rodzinach pielęgnowali zasady wytworzone w społecznościach ewangelickich od stuleci. Żyjemy w okresie cywilizacji techniczno-konsumpcyjnej, cywilizacji, w której liczą się posiadanie, zamożność, pokazowy styl życia. Sądzę, że zamożność jest koniecznym warunkiem rozwoju społeczności ewangelickiej. Chodzi jednak o to, aby ją łączyć z życiem rozumnym, z pielęgnowaniem sztuk pięknych, z tolerancją wobec innych ludzi i gotowością pomocy potrzebującym.

W tym zakresie potrzebujemy wsparcia przez instytucje, parafie, organizacje poświęcone kulturze, instytucje gospodarcze. Wchodzimy bowiem w okres trudny, pełen napięć i możliwych konfliktów. Aktywizacja społeczna Kościoła Rzymsko-Katolickiego może stwarzać trudności naszym parafiom i musimy tworzyć elementy siły społecznej, gospodarczej i kulturalnej, by utrzymać pozycję w narodzie i państwie. W proces przebudowy ustroju musimy wnieść wartości moralne, kulturę pracy i współżycia, tolerancję wobec inności grup etnicznych i religijnych, przypomnieć idee Reformacji i nauki Ewangelii.

Trzeba także wzmocnić współpracę ze społeczeństwami ewangelickimi w innych krajach, współpracę z takimi instytucjami jak Polski Instytut Ewangelicki w Szwecji i lepiej wykorzystać jego czasopismo „Szkice i Dialog”. Zaktywizować Towarzystwo Ewangelickie w działalności kulturalnej i inne istniejące organizacje.